Poszłam z Luną do weta. Nie mamy jeszcze transportera więc wsadziłam ją za pazuchę. Miauczała okropnie, ale wyglądała ciekawie na świat. Ma rujkę więc trzeba było ją zbadać. Wader został w domu. Po powrocie Luna go szukała, a ten siedział cicho jak mysz pod miotłą.
W końcu okazało się, że zaszył się w najdalszym kącie antresoli z miną: "Nie wiem, co jej zrobiłaś, ale mnie nie dostaniesz!". No po prostu tchórz!
Luna dostała zastrzyk, ale zanim zacznie działać trzeba koty izolować od siebie, zwłaszcza w nocy. Śpimy więc przy akompaniamencie miauków.
Tymczasem na świecie zima. Las Bielański piękny i czarno-biały!
Wybieram się na film "Sugar Man" i znowu na warsztaty pracy z ciałem. Ale to dopiero 2-3 marca.
Dostałam ciekawą pracę - XIX wieczny rękopis jakiejś szlachcianki - kawałek po francusku. najpierw muszę rozszyfrować jej charakter pisma, a potem przetłumaczyć! Ciekawe!




Jesteś tłumaczką?
OdpowiedzUsuńHej, fishKA, nie moge znalezc maila kontaktowego, a to twoj komentarz wydal mi sie najciekawszy w moim konkursie mikolajkowym i do ciebe maja poleciec paryskie kubeczki do espresso. Prosze przyslij na priv lub mail notatkiniki@gmail.com adres, na ktory mam je wyslac.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - Nika z bloga notatkiniki.blogspot.fr