piątek, 31 sierpnia 2012

Ostatni wolny piątek

Pojechałam dziś z chłopcami do sklepu Lego. Wojtek wybierał prezent urodzinowy dla siebie (z miesięcznym wyprzedzeniem!). Pojechaliśmy na rowerach, więc był czas na zatrzymanie się w parku przy Grochowskiej, który moje dzieci nazywają "parkiem z dwoma zamkami". Gdy tylko zaparkowaliśmy przy fontannie, zniknęli na dobrą godzinę, a myślałam, że są już za starzy na takie zabawy. Przy okazji, zagadnięta przez młodego chłopaka, podpisałam petycję o nazwanie ścieżki rowerowej wzdłuż Wisły imieniem Bolka i Lolka. Dobrze, że komuś chce się troszczyć o miasto, walczyć o coś, coś zmieniać. Chłopcy przy okazji zrobili sobie zdjęcie w monidle. 
Most Gdański, ścieżka rowerowa, 30 sierpnia 2012





czwartek, 30 sierpnia 2012

Ostatnie letnie dni

Nieuchronnie zbliża się szkoła. Wojtek z Adasiem już na to czekają, na kupowanie książek, kapci, piórników. Ogarnia ich powoli szkolna tęsknota. Ja, wracając z egzaminów poprawkowych i rady pedagogicznej (od 9.00 do 18.00) zatrzymuję się ostatnio w parku na Kępie Potockiej. Patrzę na wodę, na rowerzystów i ludzi spacerujących z psami. Piękne, słoneczne, leniwe popołudnia. Jest jeszcze zielono, chociaż wrony trzymają już w dziobach orzechy szukając szczeliny w chodniku, żeby je tam wetknąć i rozbić dziobem. Znak, że jesień blisko. Kaczki na jeziorku już duże. Moja ulubiona Cafe Jurta wciąż działa, ale leżaków jakby mniej.

Widok z Mostu Gdańskiego 29 sierpnia 2012




Krzesło zyskuje, dzięki bejcy, orzechowy kolor.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Domowe roboty

Sezon słonecznikowy w pełni. Powstają ażurowe ornamenty, aż szkoda jeść.
Ja czekam niecierpliwie na dynie. Smażone na patelni plastry dyni, z ziarnem sezamowym, pomidorem, papryką i czosnkiem, z odrobiną miodu. Pycha. Wczoraj zrobiłam dżem borówkowy. Bardzo dobry, ale tylko jeden słoik. Nie wiem, gdzie w okolicach Wawy można nazbierać borówek. Szkoda, że nie przywiozłam sobie znad morza! Za rok będę pamiętała. Kupiłam pomidory, żeby ususzyć, ale wciąż czekają. 
No i mam moje marzenie - szlifiereczkę. Małą, niedrogą. Kupiłam, żeby przygotować okna do malowania, ale padał deszcz, odłożyliśmy to na potem. Szlifiereczkę trzeba było jednak wypróbować. Na pierwszy ogień poszło stare krzesło, potem drugie, a wreszcie Antek zdarł farbę ze skrzyni pradziadka. Trzeba jeszcze dokończyć, jakimś drobniejszym sprzętem, przy metalowych obręczach i można bejcować. Na orzech albo dąb. Lubię to robić! Nawet jak się strasznie kurzy i trzeba potem sprzątać. Może zrobię sobie warsztat (warsztacik) w piwnicy? Coś by jeszcze oszlifować! 






Widok z Mostu Gdańskiego, ze ścieżki rowerowej, na lewobrzeżną Warszawę, 27 sierpnia 2012


 

środa, 22 sierpnia 2012

Jestem zdrowa

Od wczoraj przygotowywałam się do kolonoskopii. w Poradni Endoskopowej w Warszawie są badania przesiewowe dla 50+. Zapisałam się już dawno, ale potem zdjął mnie strach i nawet chciałam się jakoś z tego wymiksować, ale się nie udało. Wypiłam więc cztery (4!) litry Fortransu (czyści bez budzenia) i zrobiłam to. Jelito grube ciekawie wygląda od środka. W czasie badania można wszystko zobaczyć i to w kolorze! Wszyscy są mili i niezwykle uprzejmi, choć badanie nie należy do najprzyjemniejszych. Jestem zdrowa, pusta w środku i straszliwie głodna! 
Adaś uprawia na oknie rzodkiewkę (sztuk 1). Dziś sfotografował jej kwiatki (sztuk 3).
Historyczne zdjęcia!


    

sobota, 18 sierpnia 2012

W domu

No i proszę. Wystarczyło wrócić do domu i już trudno znaleźć czas na pisanie. Tyle się dzieje. Dziś byliśmy u naszych przyjaciół. Wybraliśmy się do Fortu Bema. Fantastyczne miejsce. Latarnie na trawnikach wyglądają jakby żywcem przeniesione z Narni. W jednym z fortów jest niesamowita galeria murali i grafitti. Szaleństwo.







 

wtorek, 14 sierpnia 2012

Powrót

W poniedziałek wieczorem byliśmy na ostatnim pożegnalnym ognisku. Zebrali się świetni ludzie, grali na gitarach i śpiewali piosenki turystyczne, SDM i wszystko, co nam przyszło do głowy. Jeden z facetów, 30 letni, miał wyjątkowo piękny głos i znakomicie śpiewał piosenki Kaczmarskiego. Ogień strzelał wysoko.





Dziś od rana pakowanie, zwijanie namiotu i szykowanie się do drogi. Trochę się tego obawiałam. Nie byłam pewna, czy zabierzemy się z rowerami i przyczepką do pociągu we Władysławowie. Pani w kasie też miała wątpliwości, ale wszystko poszło dobrze. Wcześniej podróż na rowerach z Błot Karwieńskich do Władysławowa, polnymi drogami i przez las, żeby ominąć szosę, ruchliwą i zatłoczoną. A potem Słonecznym z Gdyni do Wawy. Pociąg prawie pusty, klimatyzacja i miła obsługa. Do pełni szczęścia brakuje tylko wi-fi. Cóż, nie można mieć wszystkiego! Warszawa powitała nas chłodem i mokrymi ulicami. Wreszcie w domu. Dzieci pomyte śpią, ja rozkoszuję się nocną ciszą i własną figurą! Schudłam! Trzeba iść za ciosem i wrócić do zdrowego żywienia.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Dość morza w tym roku

Jutro wyjeżdżamy! Jeszcze dziś byliśmy na plaży. Wchłonęłam w siebie morze i słońce, i piach, i wiatr. Mogę wyjechać. Mam to wszystko w sobie. Starczy do następnego razu. Nawet nie muszę iść na wieczorny spacer plażą, już dość, już się nasyciłam. Jutro rano zwijamy obóz i wracamy.





niedziela, 12 sierpnia 2012

Słońce

Wczoraj wreszcie udało się pójść na spacer nad morze. W ubiegłym roku chodziliśmy tak prawie codzienne, teraz zwykle wieczorem pada. Na plaży pień starego drzewa wyglądał jak wielki bęben. Długie cienie na piasku i nadzieja na pogodę. Piasek z bliska wygląda jak pustynia.
A dziś od rana słońce, wreszcie! Zimny wiatr, ale słońce i ciepła woda w morzu. Przyjechał kolega Adasia - Piotruś z rodzicami. Prawie całe przedpołudnie wylegiwaliśmy się na plaży. Cudowna leniwa niedziela. Usypaliśmy grajdołek, żeby osłonić się przed wiatrem. Tak lubię, nic nie muszę, leżenie dozwolone, a nawet zalecane! Śpiewaliśmy francuskie piosenki na cały głos, to znaczy, ja śpiewałam. 







piątek, 10 sierpnia 2012

Fajnie tutaj

Fajnie tutaj, tak właśnie powiedziała moja córka przed chwilą. Morze jest wzburzone i wysoka fala. Ale i tak wlazłam do wody. Fale wyżłobiły w dnie górki i doły, trudno się utrzymać na nogach, gdy uderza fala. Taka masa wody to czysta energia. Kiedy uderza we mnie - czuję ciepło i jakąś opętańczą radość. 
Po południu, po plackach z jagodami, wybraliśmy się na rowerach do Żarnowca, obejrzeć opactwo Cystersów. W drodze powrotnej jeszcze zbieranie jagód i kurek. A teraz leje deszcz. Może jutro będzie słońce!





czwartek, 9 sierpnia 2012

Bociany










pierwsze miejsce
Dziś po porannym deszczu wreszcie wyszło słońce, chociaż wciąż wiało. Bociany skorzystały z okazji, żeby najeść się na łące. Po południu poszliśmy na plażę, ale nikt nie miał odwagi się wykąpać. Zresztą ratownicy i tak wyganiali wszystkich z wody. Ogłosiłam więc konkurs piaskowych budowli. Im bliżej było końca, tym bardziej zastanawiałam się, jak przyznać nagrody, zwłaszcza że Wojtek strasznie się przejmował: na pewno nie wygram". Były cztery drużyny, przyznano więc jedną nagrodę główną (Adaś) i trzy wyróżnienia - za oryginalny pomysł (Kasia - leżąca postać), za różnorodność (Wojtek  - cztery różne budowle) i za zamek, który symbolizował uczucie łączące budujących (Paulina i Michał - serduszka!). Jutro wybierzemy nagrody. Siedzieliśmy wytrwale na plaży, a nad nami chmury płynęły jak oszalałe. Ciekawe, jaka jutro pogoda?