Odeszła Chustka, Joanna Sałyga.
29 października 2012 roku
wtorek, 30 października 2012
czwartek, 18 października 2012
Pani dynia
Dwa tygodnie temu dotarła do nas od mojej przyjaciółki. Jechała aż spod Lublina. Piękna, ogromna, w moim ulubionym pomarańczowym kolorze. Czeka sobie na kredensie i aż szkoda mi ją ugotować, zamarynować, przerobić na zupę, wydłubać pestki - jednym słowem zjeść. Niech jeszcze poleży.
![]() |
| Przy okazji widać też moje odnowione krzesełko! |
niedziela, 14 października 2012
Toruń
Pojechaliśmy na pogrzeb mojej Mamy do Różankowa pod Toruniem. Była malutka, intymna uroczystość w małym kościółku z XVII wieku, różaniec i Msza. Czułam, że Mama jest z nami i cieszy się, że jesteśmy razem. Moja siostra przygotowała obiad, były ciasta i kawa. Siedzieliśmy w dwie rodziny (jej mąż i synowie z żonami, Michał z Paulinką) i my z naszymi dziećmi przy dużym stole. Klaudia, córka Pawła i Iwonki, biegała po pokoju razem z dwoma psami. Kotka Michalina wygrzewała się pod telewizorem, lada dzień powinna urodzić kociaki.
Potem okazało się, że wszystkie moje dzieci chcą pojechać do Torunia. Było piękne, jesienne ciepłe popołudnie, które szybko zmieniło się w wieczór. Obeszliśmy miejsca mojego dzieciństwa, małe, wąskie uliczki, plac zabaw, na który przychodziłam jako dziecko właśnie z Mamą, zamek krzyżacki. Dzieci chciały na lody. Jakiś pan pod pomnikiem Kopernika na rynku, czekający z różą na dziewczynę pokazał nam dobrą lodziarnię. Był sobotni wieczór, w Toruniu na Starym Mieście mnóstwo ludzi, atmosfera wakacji i beztroski. Snuliśmy się tu i tam bez celu i planu, na każdym kroku stare, piękne domy i niezwykłe zakątki. Kiedy tam mieszkałam, wszystko wydawało mi się oczywiste i zwykłe. Teraz mnie zachwyca.
Potem wieczornym autobusem wróciliśmy do Różankowa, rozsiedliśmy się na kanapach i jedliśmy orzechy z leszczyny z ogrodu popijając wódeczkę z sokiem. Darowany dzień, jakby czas stanął w miejscu. Spokój wokół mnie i we mnie. Pożegnalno-powitalny prezent od mojej Mamy.
piątek, 12 października 2012
czwartek, 4 października 2012
Jesień
Nie lubię czwartku, bo muszę jechać do pracy na ósmą, czyli wyjść o 7.15. Dziś na szczęście jechała ze mną Kasia więc było miło. Na moście Gdańskim - mgła, a potem już słońce i piękna jesień. Lubie taki poranny chłodek, liście na ścieżce rowerowej, krajobraz lekko rozmazany. Na Bielanach przy kościele na Dewajtis błogi spokój.
Dziewczyny w szkole robią szalik dla osła Franciszka, bo w niedzielę świętujemy jego imieniny i bawimy się na festynie "Odsłoń Bielany". Kiedyś na Bielanach stał drewniany słoń, może teraz wróci. Ciekawa jestem, co osioł zrobi z szalikiem? Może go po prostu zje??? Jest w końcu z czystej wełny.
Na razie zszyłam kawałki, a w sobotę dorobię jeszcze frędzle? Pompony? Sama nie wiem.
![]() |
| most Gdański we wtorek, 2 października |
![]() |
| most Gdański w czwartek, 4 października, 7.30 |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















