Potem okazało się, że wszystkie moje dzieci chcą pojechać do Torunia. Było piękne, jesienne ciepłe popołudnie, które szybko zmieniło się w wieczór. Obeszliśmy miejsca mojego dzieciństwa, małe, wąskie uliczki, plac zabaw, na który przychodziłam jako dziecko właśnie z Mamą, zamek krzyżacki. Dzieci chciały na lody. Jakiś pan pod pomnikiem Kopernika na rynku, czekający z różą na dziewczynę pokazał nam dobrą lodziarnię. Był sobotni wieczór, w Toruniu na Starym Mieście mnóstwo ludzi, atmosfera wakacji i beztroski. Snuliśmy się tu i tam bez celu i planu, na każdym kroku stare, piękne domy i niezwykłe zakątki. Kiedy tam mieszkałam, wszystko wydawało mi się oczywiste i zwykłe. Teraz mnie zachwyca.
Potem wieczornym autobusem wróciliśmy do Różankowa, rozsiedliśmy się na kanapach i jedliśmy orzechy z leszczyny z ogrodu popijając wódeczkę z sokiem. Darowany dzień, jakby czas stanął w miejscu. Spokój wokół mnie i we mnie. Pożegnalno-powitalny prezent od mojej Mamy.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz