niedziela, 14 października 2012

Toruń

Pojechaliśmy na pogrzeb mojej Mamy do Różankowa pod Toruniem. Była malutka, intymna uroczystość w małym kościółku z XVII wieku, różaniec i Msza. Czułam, że Mama jest z nami i cieszy się, że jesteśmy razem. Moja siostra przygotowała obiad, były ciasta i kawa. Siedzieliśmy w dwie rodziny (jej mąż i synowie z żonami, Michał z Paulinką) i my z naszymi dziećmi przy dużym stole. Klaudia, córka Pawła i Iwonki, biegała po pokoju razem z dwoma psami. Kotka Michalina wygrzewała się pod telewizorem, lada dzień powinna urodzić kociaki.
Potem okazało się, że wszystkie moje dzieci chcą pojechać do Torunia. Było piękne, jesienne ciepłe popołudnie, które szybko zmieniło się w wieczór. Obeszliśmy miejsca mojego dzieciństwa, małe, wąskie uliczki, plac zabaw, na który przychodziłam jako dziecko właśnie z Mamą, zamek krzyżacki. Dzieci chciały na lody. Jakiś pan pod pomnikiem Kopernika na rynku, czekający z różą na dziewczynę pokazał nam dobrą lodziarnię. Był sobotni wieczór, w Toruniu na Starym Mieście mnóstwo ludzi, atmosfera wakacji i beztroski. Snuliśmy się tu i tam bez celu i planu, na każdym kroku stare, piękne domy i niezwykłe zakątki. Kiedy tam mieszkałam, wszystko wydawało mi się oczywiste i zwykłe. Teraz mnie zachwyca. 
Potem wieczornym autobusem wróciliśmy do Różankowa, rozsiedliśmy się na kanapach i jedliśmy orzechy z leszczyny z ogrodu popijając wódeczkę z sokiem. Darowany dzień, jakby czas stanął w miejscu. Spokój wokół mnie i we mnie. Pożegnalno-powitalny prezent od mojej Mamy.       












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz