czwartek, 15 listopada 2012

Koty

Właśnie wróciłam z Torunia, miasta mego rodzinnego. Trudny to był wyjazd, bo perturbacje rodzinne  z wyjazdem mojej siostry sprawiły, że atmosfera była napięta i smutna. Spotkałam się też z moją  ciotką Marylą. Zawsze była dla mnie ważna. Jej mieszkanie pełne jest namalowanych kwiatów i liści, szydełkowych gobelinów i pamiątek z przeszłości - biurko dziadka, kredens z kuchni babci, stare dębowe krzesła, gliniana głowa zwana Zuzią, stare płyty, na przykład ta z Mireille Mathieu. Wszystko takie znajome. Ciotka, dbająca zawsze o szczegóły, już przygotowała cały scenariusz swojej śmierci i pogrzebu - a przede wszystkim piękną garsonkę do trumny, w kolorze prunelkowym. Żartowałyśmy z tego i podśmiewałyśmy się, ale ta wizyta wydawała mi się rzeczywiście jakby pożegnalna. Mieszkam tu i zawsze myślałam, że tam w Toruniu wciąż jest moje dawne życie, ludzie i rzeczy, i miejsca. Teraz wszystko to jest coraz bardziej we mnie, w mojej pamięci. Odchodzi świat. Chyba się starzeję...
A jednocześnie dzieje się tyle nowego. Urodziły się małe kociaki. Cudne.
Zapisałam się na warsztaty teatralne. Zawsze chciałam, nigdy nie miałam odwagi. Odwołam moje sobotnie lekcje i pójdę, nie mogę się już doczekać.

wieczorny spacer


  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz