Zimno, mróz. Pierwsza niedziela Adwentu. Na Starym Mieście świąteczny jarmark. Wśród domowych kiełbas i ozdób z filcu - piękne filiżanki z cieniutkiej porcelany, malowane przez zakonnice z Mińska. Na placu Zamkowym choinka i tłumy ludzi czekające na zapalenie światełek. Bajecznie oświetlony Zamek Królewski. A zobaczyłam to wszystko tylko dlatego, że wybrałam się na Stare Miasto na warsztaty teatralne i pracy z ciałem. Prowadzone przez dwie młode animatorki i reżyserki. Zawsze o tym marzyłam. Nie miałam dotąd odwagi. Zwłaszcza praca z ciałem, szukanie swojego wewnętrznego centrum, życie w zgodzie z ciałem, zaufanie do jego intuicji. Bardzo ciekawe. Szkoda, że tak krótko. Chyba poszukam jeszcze czegoś na ten temat. Prawda, że łatwo zapalam się do wszystkich nowinek. Co zobaczę, to mnie zachwyca. Więc odczekam, może we mnie zostanie albo...
W staromiejskim domu kultury, za niepozornymi białymi drzwiami - nagle inny świat: stary irlandzki pub. Kontuar, wygodne kanapy, lustra, małe stoliczki i nic... Alkoholu nie można sprzedawać, bo instytucja pracująca z młodzieżą - a bez alkoholu nikomu się nie opłaca. Miejsce urzekające. Dobrze wiedzieć, że jest.
Chciałabym niektóre ćwiczenia wykorzystać w pracy z moimi uczniami. Nie wiem, czy będę miała odwagę i czy to dobry pomysł. W końcu warsztaty teatralne są dla chętnych, a oni siedząc na godzinie wychowawczej nie mają trochę wyboru. jeszcze pomyślę.
 |
| Zamek Królewski |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz