Ja czekam niecierpliwie na dynie. Smażone na patelni plastry dyni, z ziarnem sezamowym, pomidorem, papryką i czosnkiem, z odrobiną miodu. Pycha. Wczoraj zrobiłam dżem borówkowy. Bardzo dobry, ale tylko jeden słoik. Nie wiem, gdzie w okolicach Wawy można nazbierać borówek. Szkoda, że nie przywiozłam sobie znad morza! Za rok będę pamiętała. Kupiłam pomidory, żeby ususzyć, ale wciąż czekają.
No i mam moje marzenie - szlifiereczkę. Małą, niedrogą. Kupiłam, żeby przygotować okna do malowania, ale padał deszcz, odłożyliśmy to na potem. Szlifiereczkę trzeba było jednak wypróbować. Na pierwszy ogień poszło stare krzesło, potem drugie, a wreszcie Antek zdarł farbę ze skrzyni pradziadka. Trzeba jeszcze dokończyć, jakimś drobniejszym sprzętem, przy metalowych obręczach i można bejcować. Na orzech albo dąb. Lubię to robić! Nawet jak się strasznie kurzy i trzeba potem sprzątać. Może zrobię sobie warsztat (warsztacik) w piwnicy? Coś by jeszcze oszlifować!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz