A dziś odwrotnie. Najpierw lało, a potem był słonecznie. W naszym namiocie schronił się gigantyczny pasikonik, a może to była cykada? Nie wiem, ale był bardzo piękny.
Wybraliśmy się na rowerach do Dębek, ale nie zagrzaliśmy tam długo miejsca. Za dużo wszystkiego, za bardzo wczasowo i turystycznie, lepsze Błota. Chcieliśmy wracać brzegiem morza, jednak okazało się to za trudne. Koła zapadały się w piachu, zwłaszcza Wojtkowi było trudno, wciąż zalewały go fale. W końcu pojechaliśmy wzdłuż wydm. Wymyśliłam na obiad makaron z jagodami (uzbieranymi własnoręcznie), niestety, jagody zbojkotowały mój pomysł i znaleźliśmy tylko 5 (słownie pięć). Wieczorem wybraliśmy się nad morze. Wiało strasznie. Adaś, Wojtek i Antek nie darowali sobie kąpieli i zbudowali ogromny zamek na brzegu. Wojtek zmoczył spodnie, bo nie zabrał kąpielówek i wracał na pole namiotowe zawinięty w koc. Zawinął go jak rzymską togę. Franek na plaży puszczał latawca. Dawno nie było takiego zimnego sierpnia nad morzem!
I jeszcze parę fotek z wczorajszego zachodu słońca.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz