Wreszcie jesteśmy nad morzem. Błota Karwieńskie to moje miejsce na ziemi. Najpierw pociąg z Warszawy, potem rowerami od Władysławowa. Deszcz, błoto i zimno. Ale to nic, najważniejsze, że wreszcie dojechaliśmy. Rozbijanie namiotu w deszczu, sąsiedzi z sąsiedniego obozowiska przynieśli nam cały termos gorącej herbaty. I zaczęliśmy wakacje. Do południa upał i leżenie na plaży, woda zimna i cudowna, po południu deszcz i burza. Żegnajcie wieczorne spacery brzegiem morza.
Chociaż dziś, w poniedziałek wreszcie się udało. Piękny zachód słońca. Pomarańczowe niebo i spokojny Bałtyk. Przyjechała Kasia, nasza córka, a niedaleko, we Władysławowie jest Kuba z Gosią. Nie wiem tylko, co robi Janek.Może jutro zadzwonię do niego.
Dziś siedząc na brzegu postanowiłam rozpocząć pisanie na nowo. Kronika wakacyjna? Pamiętnik? Zobaczymy.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz